Życie bez pulsu? - naukowcy sprawili, że to możliwe

Grafika / Shutterstock

Głównym wyznacznikiem życia jest jak dotąd puls, będący efektem pracy naszego serca. Niedługo jednak być może trzeba będzie zmienić te kryteria — niektórzy ludzie będą mogli żyć i cieszyć się niezłym zdrowiem mimo, że szukanie u nich pulsu mijałoby się z celem.

Nie chodzi bynajmniej o żadne ponadnaturalne sprawy, tylko o najnowsze odkrycie badaczy z Texas Heart Institute. Udowodnili oni bowiem, że sztuczne serce nie musi wcale naśladować biologicznego i pracować pulsacyjnie.

Prace nad idealnym sztucznym sercem, takim, które nie będzie się psuć, zużywać, ani powodować zakrzepów u osoby, której je wszczepiono — trwają już od wielu lat. Dotychczas naukowcy próbowali stworzyć urządzenie, które będzie jak najwierniej odtwarzać pracę naszego prawdziwego serca.

Okazuje się, że być może nie jest to wcale potrzebne.

W Texas Heart Institute powstało sztuczne serce, które zupełnie nie przypomina pracą swojego biologicznego odpowiednika. Co więcej, sama technologia nie jest wcale nowa, bo już od lat '80 używa się jej do wspomagania pracy jednej z komór niewydolnego mięśnia sercowego.

Pomysł wykorzystania tego urządzenia jako zastępstwa dla obu komór jest natomiast jednym z największych przełomów kardiochirurgii ostatnich lat.

VAD (Ventricular Assist Device) to najprościej mówiąc turbina, której zadaniem jest przepychanie krwi, przyspieszanie jej — i odciążanie w ten sposób niewydolnej komory serca. Najnowszy VAD, opracowany przez dr Cohna i dr Fraziera, pracuje jednocześnie na obu komorach i podtrzymuje w trybie ciągłym krążenie krwi w organizmie.

Testy na zwierzętach i próba kliniczna dały dobre rezultaty.

Pierwszy eksperyment przeprowadzono na jałówce Abigail — po wszczepieniu jej sztucznego serca nie ma ona co prawda pulsu, jest jednak zdrowym i najwyraźniej szczęśliwym zwierzęciem. Dlatego zdecydowano się na próbę u ludzi.

Do testu wybrany został ochotnik, 55-letni Craig Lewis, który miał ta poważne kłopoty z sercem że zostało mu kilkanaście godzin życia. Zdecydował się więc spróbować życia z turbiną VAD. Jak się okazało, urządzenie pracowało bez zarzutu i nie dawało skutków ubocznych. Craig niestety zmarł po miesiącu, jednak z przyczyn zupełnie nie związanych z operacją, którą przeszedł.

Zobacz również: Dlaczego warto mierzyć ciśnienie?

Ceną jest… zanik jednego z podstawowych parametrów życiowych.

Krew płynie ciągłym strumieniem, nie można więc wyczuć pulsu. Co więcej, wykres EKG osoby z takim urządzeniem także będzie pokazywał linię prostą — nawet, jeśli pacjent będzie akurat spokojnie z nami rozmawiał.  Jest to jednak niewielka chyba cena za przedłużenie życia człowieka, który bez tego urządzenia po prostu by zmarł.

źródło: medicalxpress.com

Podziel się:

Przeczytaj także:

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy

Pokaż wszystkie komentarze

Także w kategorii Technologia:

Niedowidzącym pomagać będą cyber-okulary Testy prenatalne - ratunek czy przekleństwo? Czy POChP przestanie być chorobą nieuleczalną?